Wybierz język

Polish

Down Icon

Wybierz kraj

Spain

Down Icon

Brak domu, do którego można wrócić

Brak domu, do którego można wrócić

W „Miasto i miasto” , prawdopodobnie swojej najbardziej przystępnej powieści, brytyjski pisarz China Miéville przedstawia sytuację w swojej krainie fantazji: dwa miasta, które niemal na siebie nachodzą. Dzieli je tylko luka, uniemożliwiająca im całkowite przysłonięcie się. Jedno miasto żyje w cieniu drugiego (jego praw, mieszkańców, problemów i rozwiązań) i nic z jednego świata nie powinno przez tę lukę przejść. Fabuła – w tym przypadku policyjna – sprawia, że ​​ciało zamordowane w jednym świecie pojawia się w drugim. Coś, co nie mogło się wydarzyć, wydarzyło się. Pozostawiam Wam przyjemność lektury.

Przeczytaj także

Jak to często bywa w zawsze oczernianym gatunku fantasy – w każdym gatunku – mówi się o jednej rzeczy, by mówić o wielu innych. Miéville sugeruje, że jeden świat nauczył się nie dostrzegać drugiego – mimo że jest on widoczny, jeśli się dobrze przyjrzeć. W rzeczywistości nauczyli się „odwidzieć” (tak się to tłumaczy) wszystko, co jest z nim związane. „Odwidzieć” oznacza przestać widzieć. Nie chcemy tego widzieć i uczymy się tego nie widzieć. W powieści jawi się nam to jako fantastyczne, ale China Miéville rzuca nam wyzwanie również dlatego, że my również próbowaliśmy nie dostrzegać rzeczy. Na przykład ubóstwa. Bezdomnych, tych, którzy błąkają się po mieście, tych, którzy śpią na ulicach i w bramach, na parkingach i w sklepach. Tylko jeśli prześlizgną się przez lukę, akceptujemy ich istnienie i wtedy próbujemy ponownie przestać widzieć.

Czasem mówię mu „cześć”. Znam jego imię. Nie wiem, dlaczego nie pytam go, po co czyta, skoro świat już do niego nie należy.

Według danych Fundacji Arrels, w Barcelonie około pięciu tysięcy osób jest bezdomnych. Według różnych badań około 65% z nich to mężczyźni. Ku uldze skrajnej prawicy, ponad 80% to Hiszpanie, a średnia długość życia osoby bezdomnej, w najniebezpieczniejszej części ulicy, wynosi 41 lat. W przypadku uzależnienia średnia spada do 33 lat, a w przypadku problemów ze zdrowiem psychicznym do 48 lat. Jednym z lęków osób bezdomnych jest strach przed napadem, pobiciem lub zranieniem. Dlatego udają, że ich nie ma, dlatego nie jest tak trudno udawać, że ich nie widzimy.

Jako społeczeństwo stworzyliśmy mechanizmy wsparcia, których nigdy nie chwalimy, nie cenimy ani nie przeznaczamy na nie wystarczającej ilości środków. Jako jednostki, niektórzy ludzie czują agresję, gdy je widzą, jakby to był nałóg: przeżyli katastrofalne załamanie niemal wszystkiego (finansowego, rodzinnego, w związkach) lub mieli pracę, ale nie mieli dachu nad głową. To ci sami ludzie, którzy rozwiązaliby wszystko tą samą przemocą, nie zapominajmy o tym.

Są tacy, którzy postrzegają je jako coś, co wywołuje przemoc, jakby katastrofalne rozstanie było wadą.

Istnieją również inne typy osób, które oprócz podnoszenia świadomości, podejmują działania i inicjują inicjatywy, które łagodzą, rozwiązują lub chronią codzienne życie osób bezdomnych, które nie mają dokąd wrócić i nie mogą nazwać domem. Ale większość z nas to właśnie ci inni. Ci, którzy, gdy tylko pojawi się taka luka, patrzą w dół.

Robimy to z wielu powodów. Ponieważ wiemy, że spojrzenie może ranić. Ponieważ nie chcemy, żeby widzieli siebie takimi, jakimi my ich być może widzimy. Z litością, z obawą, z niedowierzaniem, z niezrozumieniem, z pytaniami, na które trudno lub nie sposób odpowiedzieć. Być może w tym spuszczeniu wzroku kryje się również szacunek. Nie oceniam cię, nie wyrażam swojej opinii, nie doradzam ani nie kieruję tobą. Spuszczamy też wzrok, ponieważ czujemy, że jesteśmy im winni wszystko, ponieważ społeczeństwo, które stworzyliśmy, wygenerowało mechanizmy kategoryzacji i pakowania, które prowadzą do ich wykluczenia i marginalizacji, tylko po to, by potem to wszystko zignorować, nie zauważyć, zamknąć oczy i pozwolić im zniknąć (lub zmienić dzielnice, strefy czasowe lub miasta).

Przeczytaj także

I my też spuszczamy wzrok z przerażenia. Bo pozostają one otchłanią, w którą nie chcemy zaglądać. Bo jeśli to prawda, że ​​każdy człowiek w końcu staje twarzą w twarz z tym, czego najbardziej się boi, to oni, ku swojemu rozczarowaniu, są zwierciadłem – naszym własnym, bez wątpienia. Wszyscy wiemy, że solidność naszego domu z kamienia, drewna czy słomy zależy od siły wilka. Że fatalny rozwód, zwolnienie z pracy, kredyt hipoteczny, rozstanie, choroba, spadek, śmierć mogą nas powalić jak kolejna karta w talii. Spuszczamy wzrok, bo jesteśmy blisko ich spojrzenia. Wiemy, że możemy wyciągnąć rękę, by spojrzeć z innego miejsca i nie chcemy odczuwać tego strachu.

Przeczytaj także

Niedaleko mojego domu jest mężczyzna, który śpi na schodach. Ma ustaloną godzinę przybycia i wyjścia. Nigdy nie zostaje po godzinach. Nigdy nie opuszcza żadnego spotkania. Podnosi i odkłada kartony i koce. Jest czysty i uprzejmy i zawsze czyta książkę. W nocy, w słabym świetle padającym ze schodów prowadzących do miejskiego ogrodu. Pożera je. Czasami mówię „cześć”. Znam jego imię. Nie wiem, dlaczego nie usiądę obok niego i nie zapytam, czy chciałby chwilę porozmawiać. Chcę wiedzieć, dlaczego czyta, skoro świat już do niego nie należy. Może nie, bo boję się odpowiedzi. Że mówi mi, że świat nie należy do nikogo. Nawet do mnie. Że powinnam wrócić do domu. Że powinien udawać, że jest bezpieczny. Że powinien dalej czytać.

lavanguardia

lavanguardia

Podobne wiadomości

Wszystkie wiadomości
Animated ArrowAnimated ArrowAnimated Arrow